WPP Media: kim jesteśmy w social mediach i jak postrzegamy poszczególne platformy? [badanie]

fot. unsplash.com/@camstejim

Media społecznościowe miały być przestrzenią swobodnej ekspresji, a stały się sceną, na której każdy z nas odgrywa wiele ról. Spędzamy w nich ponad 36 godzin miesięcznie, zakładając coraz to nowe maski w zależności od platformy. Jednocześnie, surowo oceniając innych jako fałszywych i agresywnych, o sobie myślimy jako o oazie autentyczności. Badanie WPP Media zagląda za kulisy tego cyfrowego spektaklu i stawia pytanie o jego wpływ na nasz dobrostan.

Życie w cyfrowym świecie coraz bardziej przypomina grę pozorów. Na Instagramie z troską kreujemy swój idealny wizerunek, by chwilę później na zamkniętej grupie na Facebooku dać upust frustracji. Ten narastający rozdźwięk między deklaracjami a prawdziwymi postawami to sedno fenomenu, które WPP Media nazwało „Social Psycho”. Firma przenalizowała to zjawisko w jednym ze swoich ostatnich badań, szukając przy tym odpowiedzi na to, jak codzienne odgrywanie ról wpływa na postrzeganie innych i własny dobrostan.

Paradoks autentyczności: ja jestem sobą, inni udają

Główny wniosek z raportu jest niepokojący: tkwimy w pułapce społecznego postrzegania. Aż 74% z nas uważa, że inni użytkownicy w social mediach są fałszywi, a 80% ocenia ich jako agresywnych. Jednocześnie, zapytani o własne zachowania, deklarujemy autentyczność (50%) i bycie stonowanym (46%). Chętnie przyznajemy jednak, że „milczymy, nie mówiąc, co myślimy” (46%) i „kalkulujemy” (42%).

To klasyczny efekt społecznego pożądania – siebie oceniamy o wiele łagodniej niż innych, racjonalizując własne zachowania jako ostrożność, a cudze jako fałsz. W efekcie tworzymy rzeczywistość, w której każdy czuje się jedynym autentycznym aktorem na scenie pełnej hipokrytów. To prosta droga do frustracji i poczucia wyobcowania – komentuje Mateusz Patera, insights expert, WPP Media.

Szczególnie jaskrawo widać to na przykładzie Facebooka, który jest jednocześnie platformą, gdzie – zdaniem badanych – inni zachowują się najgorzej (37%), i tą, na której najczęściej deklarujemy bycie sobą (26%). Facebook to dowód, że częstotliwość i przyzwyczajenie są „odklejone” od sentymentu – dla marek to zarazem gigantyczny, tani zasięg i środowisko obciążające wizerunek.

Mapa cyfrowego samopoczucia: które platformy dodają nam skrzydeł, a które kradną energię?

Każda z platform ma swoje unikalne „emocjonalne DNA”, które realnie wpływa na nasz nastrój. Podczas gdy Pinterest kojarzy się niemal wyłącznie z inspiracją (57%), a YouTube z ciekawością (53%), inne aplikacje tworzą emocjonalny rollercoaster. TikTok dostarcza nam rozrywki i radości (37%), ale jednocześnie jest liderem w generowaniu poczucia straconego czasu (26%). Z kolei X to jedyna platforma, gdzie tak silnie dominuje irytacja (18%).

Z tej emocjonalnej mapy wyłania się obraz dwóch cyfrowych światów, które zupełnie inaczej wpływają na nasze samopoczucie. Z jednej strony mamy więc cyfrowe oazy wartości, takie jak YouTube, Pinterest i LinkedIn. To miejsca, z których wychodzimy z poczuciem zysku – nauczenia się czegoś nowego czy znalezienia prawdziwego natchnienia. Czas na nich spędzony odbieramy jako wartościową inwestycję w siebie. Na drugim biegunie czają się jednak pułapki scrollowania – Facebook i TikTok. Choć to właśnie tam spędzamy najwięcej czasu, to one najczęściej pozostawiają nas z poczuciem pustki i cyfrowego zmęczenia.

Cyfrowy konsument to mozaika ról, a nie spójna osobowość. Na LinkedIn jesteśmy aktorem na gali branżowej, na TikToku widzem na stand-upie, a na Pintereście jedynie zbieramy inspiracje. Zrozumienie tych masek to dziś klucz nie tylko do skutecznej komunikacji marketingowej, ale przede wszystkim do świadomego korzystania z mediów i dbania o własną cyfrową higienę. Jako marketerzy nie kupujemy zasięgu – kupujemy nastrój. Przykładowo, Pinterest i LinkedIn są jednowymiarowe – idealne pod tzw. content-context fit, a Instagram jest jedyną dużą platformą z pozytywną triadą (rozrywka + kreacja + inspiracja) i najniższą „agresją”, naturalny wybór dla marek premium i lifestyle – podsumowuje Mateusz Patera.