Gdzie nie spojrzysz – dynie, gdzie nie wejdziesz – pajęczyny. Internet? Totalne szaleństwo. Platformy streamingowe zalewają nas horrorami, sklepy uginają się od dekoracji, a marki? One tylko czekały na ten moment. Bo Halloween to idealny czas, by mogły zrzucić korporacyjne zbroje i pokazać, że nie boją się zaryzykować. Nie boją się żartów, nie boją się być na luzie, a przede wszystkim – nie boją się wyjść poza strefę standardowej, codziennej komunikacji. RTM na Halloween to coroczny festiwal kreatywności. Kto w tym roku wczuł się w klimat najlepiej? Sprawdźmy!
Van Pur – piwo z charakterem, a nawet… pazurem
Pazur zdecydowanie pokazała marka Van Pur! Bo kiedy brand ma charakter, wykorzystuje każdą okazję, by go podkreślić. A Halloween to idealny moment, by to zrobić – i tak też zrobili, prezentując mocnego zawodnika, jakim jest piwo DUBBEL!
W przypadku RTM-ów najlepiej działają gry słowne, które idealnie współgrają z obrazem – i dokładnie to tutaj dostajemy! Copy na grafice „Piwo z prawdziwym pazurem” idealnie pasuje do trzymającej piwo dłoni z halloweenowym manicure. Dodatkowo, treść posta „BUUUrsztynowy Van Pur DUBBEL to prawdziwa moc charakteru! Odważysz się spróbować?” świetnie nawiązuje do duszków na paznokciach, a jednocześnie podkreśla charakter produktu i zaciekawia jego smakiem.
To subtelne, ale bardzo klarowne nawiązanie do Halloween pokazuje, że czasami im mniej, tym lepiej. Nie zawsze trzeba straszyć – czasem wystarczy pozostać w swoim stylu, dodając jedynie halloweenowy twist. Widać, że marka przemyślała, jak w kilku słowach odnieść się do tematu, nie zapominając o produkcie. Możemy się od nich uczyć!
Żywiec – Porter taki, Ż strach się bać
Kolejna marka piwna odważyła się POSTRASZYĆ! Żywiec, który od lat posługuje się hasłem „Chce się Ż”, tym razem genialnie wykorzystał swój claim, przekształcając go w halloweenowe „Chce się straŻyć”.
Co tu jest fajnego? Przede wszystkim minimalizm, który działa na wyobraźnię! Ciemna, mroczna stylistyka idealnie współgra z charakterem Portera – najmocniejszego i najciemniejszego piwa w portfolio Żywca. Butelka zawieszona do góry nogami w pajęczynie tworzy złowrogi klimat, a czerwone podświetlenie dodaje dramatyzmu. Nie mogę oprzeć się tutaj skojarzeniu – odwrócony produkt od razu przywodzi mi na myśl zbliżającą się wielkimi krokami premierę finałowego sezonu „Stranger Things”, który również czerpie garściami z halloweenowej estetyki (swoją drogą ciekawe, jakimi RTM-ami zasypią nas marki z tej okazji, ale to dopiero przed nami). Do tego krótka, celna treść posta: „Widok Ż aż strach”, która idealnie domyka całość. Czyż to nie jest świetny przykład tego, jak wykorzystać swój brand voice, by wywołać ciarki?
Żywiec po raz kolejny udowadnia, że potrafi pokazać produkt w centrum uwagi, nawiązując do różnych okazji – i nie zaskoczę Was, znowu zrobili to dobŻe!
IKEA – strach ma wielkie oczy… i pusty talerz!
IKEA od lat pokazuje, że w RTM to oni potrafią! W tym roku szwedzki gigant znów trafił w czuły punkt swoich fanów, serwując żart w formie posta tekstowego, który przeraża bardziej niż niejeden horror: „Chcieliśmy Wam pokazać nasze tegoroczne, straszne przebranie Halloweenowe, ale nie da się przebrać za BRAK KLOPSIKÓW.”.
To jest właśnie umiejętny RTM: żart prosty, ale zabójczo celny, który od razu buduje relację z klientem! Bo co może być straszniejszego niż wizyta w IKEA bez możliwości wcinania kultowych klopsików? Chyba tylko instrukcja montażu szafy PAX po północy… Szacun za ten pocisk!
IKEA z ofertą jadalni do Twojego zamczyska
IKEA na laurach nie spoczęła i dała nam więcej niż jeden post. W tym po raz kolejny pokazała, że unikalna strategia brandu doskonale sprawdza się w RTM-ach. Marka ponownie połączyła halloweenową okazję z charakterystycznym dla siebie nazewnictwem produktów, tworząc zabawne zestawienia: jadalnia VLÅDA (nawiązanie do Draculi), kuchnia HANNIBALISK (oczywiste odniesienie do Hannibala Lectera) oraz jadalnia CHÅCKY (inspirowana postacią laleczki Chucky).
Podpis „POV: Jest Twój ulubiony dzień w roku, popijasz soczek pomidorowy i projektujesz jadalnię do swojego nowego zamczyska z IKEA Kreativ” doskonale dopełnia całość. Krótko, na temat i z charakterystycznym poczuciem humoru!
Pizza Guseppe – prawdziwe horrory codzienności by ADMIN
Pizza Guseppe pokazała, że prawdziwe strachy wcale nie muszą być nadprzyrodzone! Marka stworzyła genialną serię memów przedstawiających realne „jumpscare’y”, które mogą przydarzyć się każdemu z nas – od wiadomości od byłego partnera o północy, przez kończący się sos czosnkowy, po brak pizzy w zamrażarce. Wprost idealne wkomponowanie produktu w okazję. Zresztą, jak zawsze w przypadku Guseppe.
Co mi się tu najbardziej podoba? Przede wszystkim autentyczność i humor, który trafia prosto w serce odbiorców. Nie od dziś wiemy, że jak memy, to właśnie ten profil! Marka zbudowała sobie pozycję memowego króla, zwłaszcza wśród młodzieży, która docenia to poczucie humoru i aktualność (daleko mi do młodzieży, ale też doceniam). Tajemniczy admin zawsze wie, do czego się odnieść, aby było w punkt. Tak na marginesie, chciałabym go poznać. W mojej wyobraźni ma 40 lat, ale znając życie, mogłoby się okazać, że 20, a mało tego, zapewne jest ich kilku… To dopiero koszmar, jeśli prawda jest inna niż moje wyobrażenia. Tak czy inaczej admin ma niezwykłe wyczucie tego, co faktycznie rezonuje z odbiorcami, tworząc content, który wywołuje jednocześnie uśmiech i to charakterystyczne „o tak, to znam!”. Napisała fanka nostalgii, co zresztą mogliście zauważyć już w moim wcześniejszym artykule z przeglądem halloweenowych kampanii, do którego odsyłam ➡️LINK.
Zamiast iść w stronę oczywistych halloweenowych skojarzeń, Guseppe postawiło na relatable content. Marka świetnie wykorzystała format kafelkowy, tworząc spójną serię, która angażuje i zachęca do interakcji.
No… To już wiecie, co to znaczy prawdziwy strach. Pusta zamrażarka bez Guseppe – a admin profilu doskonale wie, jak wykorzystać ten lęk, by stworzyć angażujący content!
Żabka i dwie pieczenie na jednym ogniu
Żabka po mistrzowsku ugryzła dwa tematy w jednym poście. Idealne połączenie halloweenowego klimatu z premierą czwartego sezonu „Wiedźmina”, a wszystko to z nienachalną promocją ich kultowego produktu.
Hasło „Jeden miecz jest na potwory, drugi na hot dogi” łączy uniwersum „Wiedźmina” z ofertą marki w sposób wywołujący uśmiech. Grafika z parówką zamiast twarzy Geralta jest tak absurdalna, że aż genialna – nie da się przejść obok niej obojętnie.
Żabka udowadnia, że ma nie tylko doskonałe wyczucie trendów, ale i umiejętność ich kreatywnego połączenia. Opis „Sezon nowy, a hot dog z Żabki ten sam, bo po co zmieniać coś, co już jest legendą?” dodaje całości lekkości i buduje więź z odbiorcą.
Ten RTM to dowód na to, że nawet tak codzienny produkt jak hot dog może stać się częścią rozmowy, jeśli stoi za nim kreatywny zespół z dobrym wyczuciem czasu.
Lisner zaprasza na maraton w ukryciu
Nie tylko Żabka chwyciła się premiery kolejnego sezonu! Jak widać, sporo produkcji wychodzi w okresie około halloweenowym, a jedną z nich jest kultowy serial „Co robimy w ukryciu” – komedia o wampirach, która doczekała się już szóstego sezonu. Tego właśnie chwyciła się marka Lisner, tworząc genialną parodię tytułu: „Co dipujemy w ukryciu”.
Lisner wykorzystał swoją linię dipów, aby stworzyć halloweenowy content z przymrużeniem oka. Grafika utrzymana w ciemnej, tajemniczej kolorystyce z charakterystycznym zarysem wampira w tle doskonale oddaje klimat wspomnianego serialu.
Wisienką na torcie jest opis: „Czosnek? Spokojnie, nie ma go w naszych dipach. Pamiętaj tylko, żeby zdążyć z ostatnim kęsem przed świtem.”. To podwójne nawiązanie – zarówno do wampirzej nietolerancji czosnku, jak i do faktu, że istoty te muszą ukryć się przed wschodem słońca. Zresztą, oglądając serial w towarzystwie, podobnie jak wampiry wolimy unikać czosnku – nikt nie chce odstraszać znajomych podczas wspólnego seansu.
Co więcej, Lisner sprytnie sugeruje, by na premierę nowego sezonu przygotować sobie odpowiednie przekąski – oczywiście z ich dipami! To idealny sposób na połączenie przyjemnego z pożytecznym – maraton serialu z przekąskami, które nawet Nandor czy Laszlo by zaakceptowali (bo bez czosnku!).
ING – koszmar wszystkim dobrze znany
ING Bank Śląski pokazał, że czasem najprostsze rozwiązania są najskuteczniejsze. Ich halloweenowy post to czysta esencja minimalizmu – pomarańczowe tło (zgodne z identyfikacją wizualną marki) i krótki, angażujący tekst, który trafia prosto w serce każdego z nas: „Rzecz, której nie kupiłem w promocji i teraz potwornie tego żałuję to ___”.
ING doskonale wykorzystało formułę grafik tekstowych, dodając halloweenowy twist słowem „potwornie”. Bo przecież to koszmar, który wszyscy dobrze znamy. A potem widzimy kogoś na ulicy, ma na sobie nasz wymarzony płaszcz, zaglądamy do sklepu i pach… Promocja się skończyła, a w efekcie przepłacamy, bo nie daje nam to żyć.
Dopełnieniem całości jest krótki, zabawny opis posta: „Dobre okazje często pojawiają się i znikają jak duchy. Aż strach się bać. Buu!”.
Robotę robi tu uniwersalność przekazu – każdy z nas kiedyś żałował niewykorzystanej okazji zakupowej. Poza tym post aż prosi się o dokończenie zdania w komentarzu. Dobrze znany format w połączeniu z aktualnym kontekstem tworzy content, który angażuje bez skomplikowanych zabiegów graficznych czy rozbudowanych koncepcji.
Bo czasem aby zażarło, wystarczy ZALEDWIE JEDNO dobrze napisane zdanie.
Samsung – niby straszne, a jednak śmieszne
Samsung zręcznie nabija się ze zjawiska, które wszyscy doskonale znamy – coraz szybszego przechodzenia z dekoracji halloweenowych prosto do bożonarodzeniowych. „Klimat się zmienia tak szybko, że nie zdążysz nawet mrugnąć?” – mówi marka, pokazując, jak w ciągu zaledwie dwóch dni (od 31.10 do 02.11) halloweenowe ozdoby ustępują miejsca tym świątecznym.
To fantastyczne skorelowanie czegoś, co dobrze znamy i o czym co roku rozmawiamy, z produktem w kontekście pozytywnym. Tak jak szybko potrafią zmienić się dekoracje w sklepach i naszych domach, tak szybko produkt Samsunga robi to, co trzeba – błyskawicznie przetwarza dane.
„Tak samo jest z ładowaniem plików dzięki dyskowi wewnętrznemu 9100 PRO” – czytamy w treści posta, co stanowi zgrabne przejście od żartu do faktycznej zalety produktu. Samsung udowadnia, że rozumie współczesne trendy i potrafi z nich żartować, jednocześnie przemycając informację o szybkości swojego sprzętu. Bardzo niestandardowe ugryzienie tematu, a to lubimy! Nie ma w tym strachu czy grozy, a tylko wysmakowany żart i edukacja. Dobre, bo inne.
Auchan bez paragonów grozy
Auchan sprytnie podczepił się pod inflację i popularny trend clickbaitowych tytułów z YouTube’a, znanych od influencerów typu „Sprawdzam jak…” czy „Książulo”. Sieć stworzyła halloweenowy post nawiązujący do „paragonów grozy”, które regularnie pojawiają się w mediach społecznościowych.
„W Auchan mamy mnóstwo upiornych akcesoriów na Halloween, ale paragonów grozy u nas NIE znajdziecie” – czytamy w opisie posta. Grafika przedstawia dynię z paragonem w zębach, a hasło na grafice doskonale łączy halloweenową tematykę z obietnicą niskich cen.
To krótkie, ale celne nawiązanie do aktualnych obaw konsumentów związanych z rosnącymi cenami. Auchan w prosty sposób przekazuje, że w przeciwieństwie do duchów i potworów, ich ceny nie będą straszyć klientów. Fajnie im to wyszło!

InPost – prawdziwy horror zamawiającego
Na zakończenie mojego przeglądu marka, której nie trzeba przedstawiać. InPost trafił w samo sedno codziennego koszmaru użytkowników platform sprzedażowych! „Nie ma nic straszniejszego od etykiety do wydrukowania” – czytamy w treści posta, a w copy na grafice: „Straszniejsze od Halloween jest to, gdy ktoś wybierze inną dostawę niż InPost”.
Marka doskonale wyraża zrozumienie sytuacji, które dotykają wielu z nas. Nawet mnie to łapie – bo jak ktoś zamówi mi inną wysyłkę niż te dwie wspomniane, to jest to dla mnie istny dramat! Muszę pobrać etykietę na pendrive’a, pójść do drukarni (bo powiedzmy sobie szczerze – ilu z nas ma dziś drukarkę w domu?) i jeszcze za to zapłacić, a później zamiast pomaszerować do najbliższego Paczkomatu szukać jakiegoś innego punktu.
Trzeba jednak zauważyć, że ktoś tu chyba nie zrobił dokładnego researchu, bo DHL też ma opcję etykiety elektronicznej… Ale hej, nie psujmy dobrego żartu faktami! InPost chwycił się problemu, który faktycznie rezonuje z użytkownikami, i obrócił go w zabawny, halloweenowy kontekst.
Zdjęcie zdesperowanej osoby pośród sterty ubrań idealnie oddaje chaos związany z przygotowaniem paczki bez wygodnej opcji nadania. Marka po raz kolejny udowadnia, że rozumie swoich klientów i ich bolączki, a przy tym potrafi o tym opowiedzieć z przymrużeniem oka.
Trick or treat? Raczej click or tweet!
Halloween obchodzimy tylko raz w roku, przez jeden dzień, a właściwie jedną noc. Czy to oznacza, że komunikacja nawiązująca do tej okazji powinna się odbywać jedynie 31 października? Niekoniecznie. W tym roku wiele marek ewidentnie uznało, że skoro jesienna, mroczna pogoda sama zachęca, to po co czekać. To przedłużone świętowanie daje osobom odpowiadającym za content więcej przestrzeni na kreatywność i stwarza możliwość zbudowania napięcia jak w dobrym horrorze.
Moim zdaniem Halloween to jedna z tych okazji, która pozwala markom pokazać tę bardziej ludzką (choć czasem upiorną) twarz. Najlepsze RTM-y muszą być nieoczywiste i prowokować naturalną reakcję odbiorców. Liczy się punchline, celność i pomysł tak dobry, że po prostu musisz go udostępnić! Nie będę kłamać, wciąż napotykam posty z copy typu „straszna promocja”, ale bądźmy szczerzy – takie oczywistości nie wywołują już żadnych emocji.
Jak zawsze wiele marek zaskoczyło mnie swoim niesztampowym i oryginalnym podejściem. Podsumuję więc to wszystko jednym zdaniem: mówi się, że strach ma wielkie oczy i to prawda, bo wiele z tegorocznych postów naprawdę mi je otworzyło!













