Google ogłosił nowy pakiet ważnych aktualizacji

fot. unsplash.com/@firmbee

Marzec to miesiąc kolejnych zmian w wyszukiwarce Google. Lider rynku ogłosił nowy pakiet aktualizacji. Ma być dużo mniej spamu, więcej pomocnych treści i wyszukiwarka ma być bardziej wyczulona na te materiały, stworzone przez AI, które zawierają nieprawdziwe dane.

Google od miesięcy zapowiada zmiany i każda kolejna aktualizacja ma przybliżyć nas do ideału wyszukiwania. To ważne, bo z narzędzia amerykańskiego giganta nadal korzysta – w zależności od kraju – ok. 90% internautów. Ewolucja idzie w jednoznacznym kierunku i ma przynieść ludziom „więcej przydatnych informacji i mniej wyników, które wydają się stworzone tylko dla wyszukiwarek”. Co ma z tego zrozumieć laik?

„Wujek Google” prawdę powie, więc nie sprawdzamy

Po wpisaniu hasła ważne jest, żeby treść stworzona przez nas była jak najwyżej. Daje to zdecydowanie więcej szans, że ktoś przeczyta nasz materiał i to na tej podstawie wyrobi sobie opinie. Coś, co dla każdego wydawcy internetowego oraz marketingowca jest bezcenne. Dlatego wiele firm idzie na skróty i próbuje przechytrzyć skomplikowany algorytm Google. W swoich materiałach skupia się na tym, co lubi silnik wyszukiwarki, a niekoniecznie na tym, czego oczekuje odbiorca. Bywa, że ucieka się wprost do manipulacji – mówi Marcin Stypuła właściciel i prezes Semcore.

Żyjemy szybko, mamy mało czasu na weryfikację, ale też wierzymy temu, co „wyskoczy” z wyszukiwarki. Ufamy, bo przecież setki razy dała nam to, czego potrzebowaliśmy, więc nasza czujność jest coraz mniejsza – dodaje Stypuła.

Ekspert Semcore podkreśla, że szczególnie przy zwiększającej się roli sztucznej inteligencji powinniśmy baczniej przyglądać się wynikom wyszukiwania i sprawdzać, czy AI nie wpuszcza nas w maliny.

Odpowiedzialność leży jednak głównie po stronie twórców, a w przypadku materiałów z pogranicza tych reklamowych, również na markach, które swój produkt chcą wypromować. Tym uczciwym, którzy tworzą treści pomocne dla odbiorców, jest jednak znacznie trudniej. Bezproblemowa dostępność narzędzi, które ułatwiają obejście zasad Google oraz krótkotrwały, ale szybki zysk, to ogromna pokusa. Zmiany, które proponuje lider w segmencie wyszukiwarek, mają to zmienić. Będzie trudniej. Zarówno tym uczciwym, którzy jeszcze mocniej będą musieli stawiać na rzetelne i ciekawe opisy, ale idącym na skróty ma być pokazana czerwona kartka – diagnozuje Marcin Stypuła z Semcore.

Co właściwie się zmieni?

Najnowsza aktualizacja oznacza ewolucję sposobu, w jaki Google identyfikuje przydatność treści. Przedstawiciele firmy zapewniają, że wprowadzają ulepszenia algorytmiczne w głównych systemach rankingowych, aby zapewnić wyświetlanie w internecie najbardziej przydatnych informacji i ograniczanie nieoryginalnych treści w wynikach wyszukiwania.

Podstawowe systemy rankingowe zostały udoskonalone, aby lepiej zrozumieć, czy strony internetowe są nieprzydatne lub sprawiają wrażenie, jakby zostały stworzone dla wyszukiwarek, a nie dla ludzi” – podkreślają eksperci Google.

To kolejny już raz, gdy firma wysyła jasny sygnał: „chcemy więcej pomocnych treści (helpfull content), bo stworzyliśmy narzędzie, które ma ułatwiać życie ludziom, a nie zmuszać ich do ciągłych weryfikacji.

Od 5 maja, bo wtedy wejdzie w życie większość zmian, algorytm Google będzie zdecydowanie bardziej wyczulony na kilka trików, których stosowanie pomagało pozycjonować strony wyżej niż faktycznie na to zasługiwały ze względu na swoją dobrą jakość. Chodzi m.in. o nadużycia w postaci odkupowania wygasłej domeny (ale nadal z dobrym profilem linku) i zmianę jej przeznaczenia. Również manipulacja przy reputacji witryn ma być utrudniona. A dodatkowo baczniej będą obserwowane witryny, które tworzące treści na dużą skalę w celu manipulowania rankingami wyszukiwań.

To będzie szczególnie dotkliwe dla tych, którzy wykorzystują sztuczną inteligencję do masowej publikacji materiałów. Spodziewam się, że zaobserwujemy większą niż zwykle zmianę w zakresie nagradzania przez Google treści wiarygodnych i pomocnych – komentuje Marcin Stypuła.