Dane to nowa ropa? Nie – dopiero uporządkowane dane mają wartość

fot. unsplash.com/@jakubzerdzicki

Jeszcze kilkanaście lat temu największym wyzwaniem firm było gromadzenie danych. Dziś – paradoksalnie – problemem jest ich nadmiar, chaos informacyjny i brak ludzi, którzy potrafiliby te dane uporządkować oraz wykorzystać w procesie decyzyjnym. Rozwój sztucznej inteligencji tylko uwypuklił tę zmianę.

– Transformacja cyfrowa w firmach trwa właściwie od lat 80. i 90., ale jej charakter bardzo się zmienił. Na przełomie lat 90. i początku XXI w. głównym problemem był aspekt czysto techniczny – jak przechowywać ogromne ilości danych i jakimi bazami danych je obsługiwać, bo ówczesne narzędzia informatyczne były dużo słabsze niż dziś. Obecnie samo przechowywanie danych przestało być dużym wyzwaniem. Problem polega na czymś zupełnie innym: firmy mają gigantyczne morze danych, ale często nie wiedzą, co właściwie mogą z nich wyciągnąć i jak na ich podstawie podejmować sensowne decyzjemówi mgr inż. Piotr Gago, prodziekan Wydziału Zarządzania Informacją w Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych.

Najcenniejsze dane firmy często nie są w systemach

Przez lata przedsiębiorstwa inwestowały w bazy danych i hurtownie danych. Problem polega na tym, że duża część wiedzy organizacyjnej nigdy do tych systemów nie trafiała. Najcenniejsze informacje w wielu organizacjach znajdują się w tzw. danych nieustrukturyzowanych – w mailach, komunikatorach, dokumentach tekstowych czy nagraniach ze spotkań. To ogromny zbiór informacji, który przez długi czas był bardzo trudny do analizy.

W praktyce oznacza to, że wiedza firmy często funkcjonuje w sposób rozproszony i nieformalny. Prawdziwe know-how organizacji bardzo często znajduje się w głowach pracowników i w nieformalnej komunikacji. Gdy ktoś odchodzi z firmy, ta wiedza często odchodzi razem z nim – podkreśla Piotr Gago.

Jeszcze do niedawna analiza takich zasobów była niezwykle czasochłonna. Aby przeanalizować nagranie spotkania czy materiał wideo, trzeba było obejrzeć je od początku do końca i ręcznie wyciągać wnioski. Skalowanie takiego procesu w dużej organizacji było praktycznie niemożliwe. Dopiero rozwój sztucznej inteligencji zmienił tę sytuację.

Nowoczesne modele AI są multimodalne – potrafią analizować tekst, obrazy, nagrania audio czy wideo. Dzięki temu materiały, które wcześniej były trudne do przeszukiwania i analizowania, mogą dziś stać się w pewnym sensie bazą danych, z której organizacja może korzystać.

AI potrzebuje dobrych danych

Pojawienie się sztucznej inteligencji nie rozwiązało jednak problemów związanych z zarządzaniem informacją. W wielu przypadkach wręcz je uwidoczniło. Bo AI nie jest magicznym rozwiązaniem. Może pomóc tylko wtedy, gdy ma dostęp do uporządkowanych i wiarygodnych danych. Jeśli na wejściu znajduje się chaos informacyjny, model będzie generował błędne lub mylące wnioski.

– Dlatego w firmach coraz częściej pojawia się pojęcie data governance, czyli zarządzania jakością danych. W praktyce oznacza to konieczność wyznaczenia osób odpowiedzialnych za jakość informacji w organizacji. W wielu firmach dane są dziś rozproszone między różnymi działami, a odpowiedzialność za ich poprawność jest niejasna. Gdy błędne dane trafiają do systemów analitycznych lub modeli AI, pojawia się pytanie: kto właściwie za to odpowiada? – wskazuje Piotr Gago.

Dodatkowym wyzwaniem jest fakt, że dziś dane muszą być przygotowywane nie tylko dla ludzi, ale również dla algorytmów. Przez lata dokumenty i raporty powstawały głównie z myślą o człowieku jako odbiorcy. W erze sztucznej inteligencji muszą być również zrozumiałe dla modeli AI – a to wymaga większej spójności, struktury i jakości informacji.

Pracownicy chcą korzystać z AI – firmy często nie mają zasad

Polskie przedsiębiorstwa znajdują się dziś na bardzo różnym poziomie przygotowania do pracy z danymi i sztuczną inteligencją. Firmy technologiczne są naturalnie bliżej tych zmian, ponieważ funkcjonują w samym centrum transformacji cyfrowej. W wielu innych organizacjach wciąż brakuje jednak jasnych zasad dotyczących korzystania z narzędzi AI.

Jednocześnie pracownicy coraz częściej chcą z nich korzystać. Wiele osób używa narzędzi generatywnej sztucznej inteligencji prywatnie i widzi, jak bardzo mogą przyspieszyć codzienną pracę. Z tego powodu frustrację budzą sytuacje, w których w organizacji całkowicie zakazuje się korzystania z takich rozwiązań.

– Problem polega na tym, że brak zasad często prowadzi do spontanicznych eksperymentów. W wielu firmach nie ma jasnych wytycznych dotyczących tego, jakie dane można wprowadzać do modeli AI ani z jakich narzędzi można korzystać. W efekcie pracownicy zaczynają testować rozwiązania na własną rękę – ostrzega ekspert.

Część organizacji decyduje się na budowę własnych modeli sztucznej inteligencji działających wyłącznie w ich infrastrukturze. Takie rozwiązania są bezpieczniejsze, ponieważ dane nie opuszczają firmy, ale na ich wdrożenie mogą sobie pozwolić głównie większe i bardziej zaawansowane technologicznie organizacje.

Programiści też musieli nauczyć się pracy z AI

Zmiana podejścia do sztucznej inteligencji była widoczna nawet wśród programistów – grupy zawodowej, która teoretycznie powinna być najbliżej nowych technologii. Jeszcze w 2025 r. w wielu zespołach programistycznych można było zauważyć sceptycyzm wobec narzędzi generatywnej AI. Wielu programistów uważało, że generowany przez nie kod jest słabej jakości i że sami są w stanie napisać go lepiej. Często wynikało to jednak nie z ograniczeń technologii, lecz z braku umiejętności pracy z tymi narzędziami. Kluczowe okazywały się kompetencje związane z precyzyjnym formułowaniem poleceń, definiowaniem wymagań czy komunikacją – czyli umiejętności, które jeszcze niedawno nie kojarzyły się bezpośrednio z programowaniem.

W pierwszych badaniach programiści mieli poczucie, że dzięki AI pracują szybciej – nawet o 20–30 proc. W rzeczywistości jednak wykonywali zadania wolniej. Powód był prosty: modele generowały duże ilości kodu, co dawało wrażenie ogromnej produktywności, ale nie przekładało się na szybsze kończenie realnych zadań.

W kolejnych badaniach sytuacja wyglądała już inaczej. Programiści, którzy nauczyli się świadomie korzystać z narzędzi AI, byli w stanie przyspieszyć pracę nawet o 30 – 40 proc.

Samorządy również zaczynają pracować z danymi

Transformacja związana z zarządzaniem informacją to proces, który nie dotyczy już wyłącznie biznesu – coraz większą rolę odgrywa także w administracji publicznej. Miasta i gminy każdego dnia zarządzają ogromnymi ilościami danych – w tym danymi wrażliwymi – które często są rozproszone, nieuporządkowane lub trudne do szybkiego wykorzystania w praktyce.

Badania (Center For Data Innovation) pokazują, jak szybko administracja publiczna zaczyna dostrzegać potencjał AI:

  • Ponad 70% urzędników na świecie deklaruje, że korzysta z narzędzi AI w swojej pracy, choć tylko ok. 18% uważa, że rządy wykorzystują je efektywnie. 
  • Adopcja AI w sektorze publicznym rośnie – prawie połowa instytucji wykorzystuje te narzędzia do analiz i automatyzacji procesów, a wiele planuje dalsze wdrożenia. 
  • Globalny rynek AI w administracji publicznej jest szacowany na dziesiątki miliardów dolarów, a ponad 67% agencji już wdrożyło lub planuje wdrożyć technologie oparte na AI. 

Dlatego pierwszym krokiem w wielu projektach wdrażania AI w administracji jest uporządkowanie informacji – bez solidnej bazy danych nie sposób myśleć o automatyzacji procesów czy zaawansowanej analizie z wykorzystaniem sztucznej inteligencji.

Dopiero uporządkowane dane pozwalają wykorzystać AI w takich obszarach jak automatyczne obsługiwanie zapytań obywateli przez chatboty, predykcyjne modele planowania usług publicznych, ocena ryzyka i wykrywanie nadużyć, czy usprawnianie procesów decyzyjnych poprzez analizę dużych zbiorów informacji. 

Co ciekawe, pracownicy administracji często wykazują duży entuzjazm wobec nowych technologii. W wielu krajach średnio ponad 80% urzędników uważa, że AI może ich wspierać i uwalniać od monotonnych, powtarzalnych zadań, a ponad połowa widzi w niej szansę na bardziej efektywną realizację obowiązków. 

Jednak warto pamiętać, że same technologie to nie wszystko – sukces wdrożeń zależy od jakości danych, kompetencji zespołów oraz etycznych i transparentnych zasad korzystania z AI. Odpowiednie przygotowanie informacji to fundament, na którym można budować kolejne etapy inteligentnej transformacji administracji.

Edukacja musi nadążyć za zmianami

Dla uczelni technologicznych tempo zmian stanowi ogromne wyzwanie. Technologie informatyczne zawsze rozwijały się szybko, ale dziś dynamika zmian jest jeszcze większa. W niektórych obszarach istotne zmiany pojawiają się już nie w skali roku akademickiego, lecz jednego semestru. Jednocześnie rośnie znaczenie kompetencji miękkich – takich jak rozumienie potrzeb użytkownika, umiejętność komunikacji czy precyzyjne definiowanie problemów. Pojawia się też nowe wyzwanie w procesie nauczania. Narzędzia AI potrafią dziś wygenerować praktycznie każde zadanie programistyczne dla studenta. W efekcie pojawia się pytanie, czy student rzeczywiście rozumie kod, który przedstawia jako swoją pracę. W praktyce często okazuje się, że dopiero próba samodzielnego napisania rozwiązania ujawnia realny poziom zrozumienia problemu podkreśla Piotr Gago.

W świecie, w którym organizacje produkują ogromne ilości danych, kluczową kompetencją staje się umiejętność ich świadomego zarządzania. Łączenie wiedzy technologicznej z rozumieniem procesów biznesowych i pracy z informacją będzie coraz bardziej pożądane na rynku pracy. Bo w erze sztucznej inteligencji sama technologia nie daje jeszcze przewagi. Prawdziwą przewagę daje dopiero umiejętność zarządzania informacją.