Współczesny rynek informacji finansowej znajduje się w punkcie zwrotnym. Z jednej strony postępująca automatyzacja i rozwój sztucznej inteligencji zmieniają sposób, w jaki konsumujemy dane. Z drugiej zaś strony, ciężar kształtowania opinii przenosi się z tradycyjnych redakcji w stronę liderów opinii w mediach społecznościowych. Paweł Biedrzycki, redaktor naczelny i założyciel Strefy Inwestorów, zauważa, że choć technologia rewolucjonizuje formę przekazu, to fundamentem sukcesu pozostaje ludzka selekcja i wiarygodność.
AI jako narzędzie, nie zastępca
Sztuczna inteligencja stała się nieocenionym wsparciem w pracy redakcyjnej, szczególnie przy analizie raportów okresowych, porządkowaniu danych czy wyciąganiu wniosków z konferencji wynikowych. Dzięki LLM-om (dużym modelom językowym) analitycy mogą szybciej przetwarzać ogromne ilości informacji, co w świecie giełdowym, gdzie liczy się każda sekunda, ma kluczowe znaczenie. Mimo to Biedrzycki podkreśla, że media finansowe posiadają specyficzną barierę ochronną przed pełną automatyzacją:
„W medialnym ‘układzie pokarmowym’ redakcje finansowe i giełdowe będą, moim zdaniem, ostatnim segmentem ‘do zjedzenia’ przez AI. Człowiek wciąż jest niezbędny, by selekcjonować informacje i decydować, co z punktu widzenia inwestora jest naprawdę istotne.”
Wiarygodność informacji staje się dziś towarem deficytowym, zwłaszcza w obliczu zjawisk takich jak AI overview w wyszukiwarkach, które mogą ograniczać ruch w serwisach, ale jednocześnie same bazują na pracy dziennikarzy, coraz częściej linkując do źródeł.
Fenomen „finluencerów” i merytoryczność w social mediach
Media społecznościowe, a w szczególności platforma X (dawny Twitter), stały się areną dla nowej generacji ekspertów. Biedrzycki przyznaje, że na rynku wykształciło się grono zaawansowanych inwestorów, którzy publikują dogłębne, merytoryczne analizy, często wyprzedzając oficjalne komunikaty spółek. Jednak ten dynamiczny świat niesie ze sobą ryzyka: algorytmy promują zaangażowanie, a niekoniecznie jakość, co zmusza twórców do „karmienia algorytmu” ciągłymi treściami.
Ważnym aspektem jest również rozdźwięk między popularnością a faktyczną wiedzą. Często najbardziej wartościowe głosy na rynku pozostają w cieniu, podczas gdy postacie o największych zasięgach budują swoją pozycję na trendach, a nie na fundamentalnej analizie. Jak zauważa Biedrzycki:
„Wiele osób na rynku kapitałowym ma ogromną wiedzę i mnóstwo ciekawych spostrzeżeń do przekazania, a mimo to nie są eksponowane w mediach społecznościowych. Często uwaga, jaką generują niektórzy influencerzy, jest niewspółmierna do dostarczanej przez nich wartości, w efekcie ten obszar bywa po prostu mocno ‘przepompowany’.”
Pojawia się tu także kwestia konfliktu interesów. Na rynku kapitałowym jest on naturalny – zawsze istnieją kupujący i sprzedający – jednak w mediach społecznościowych intencje autorów bywają mniej przejrzyste niż w przypadku licencjonowanych analityków domów maklerskich, przed którymi prezesi spółek wciąż „stoją na baczność”.
Nowy profil inwestora: Od Instagrama po rynek krypto
Obserwujemy interesującą dualizację grupy odbiorców mediów finansowych. Biedrzycki zwraca uwagę, że trzon stanowią coraz starsi i zamożniejsi profesjonaliści, natomiast dynamicznie rośnie grupa młodszych inwestorów, w tym kobiet, dla których naturalnym środowiskiem pozyskiwania wiedzy jest Instagram. W przypadku Strefy Inwestorów kanał ten w niektórych miesiącach potrafi wygenerować zasięgi rzędu 1,5 miliona osób, co świadczy o ogromnym głodzie wiedzy inwestycyjnej w nowych grupach społecznych.
Młode pokolenie, często wywodzące się z rynku aktywów cyfrowych (krypto), wnosi na giełdę nową mentalność. Charakteryzuje ich większa skłonność do ryzyka, ale nie w sensie hazardowym, lecz w poszukiwaniu nominalnie wyższych stóp zwrotu przy mniejszym kapitale. Biedrzycki tak definiuje tę zmianę:
„Te nowe pokolenie woli zainwestować 10 000 i zarobić z tego 100% i być 10 000 netto na plusie, niż zainwestować milion złotych na 1% i po roku też mieć 10 000. Wydaje mi się, że to jest duża zmiana mentalna, która postępuje”.
Ciemna strona technologii: Deepfake i martwa sieć
Wraz z rozwojem AI drastycznie spadły koszty tworzenia dezinformacji. Plagą stają się klony kont znanych osób, a sam Paweł Biedrzycki wielokrotnie padał ofiarą oszustów podszywających się pod jego profil na Facebooku czy Instagramie. Choć profesjonalni inwestorzy wciąż ufają głównie oficjalnym kanałom, to ryzyko ataku typu deepfake, w którym wygenerowany wizerunek prezesa spółki mógłby zatrząść kursem akcji, staje się realnym, choć wciąż mało prawdopodobnym scenariuszem.
Niepokojącym trendem jest również teoria „martwej sieci”. Badania wskazują, że ogromna część ruchu w internecie to boty, a nie realni ludzie. Dla platform społecznościowych kluczowe jest utrzymanie uwagi, co może prowadzić do ery, w której – według wizji Marka Zuckerberga – to sztuczna inteligencja będzie tworzyć najbardziej angażujący kontent, spychając ludzkich twórców na margines.
Na końcu i tak zostaje filtr, tylko że droższy
Rynek przesuwa się w stronę świata, w którym treść jest powszechna, a wiarygodność jest kosztowna. Media finansowe mają przywilej, bo odbiorca potrafi docenić brak fajerwerków, ale i obowiązek: pomyłka wynikająca z lenistwa procesowego jest dziś bardziej brzemienna w skutki, bo może zostać zwielokrotniona przez pośredników, streszczenia i automatyczne rekomendacje. W epoce AI przewaga przestaje wynikać z szybkości publikacji. Wynika z organizacji: standardów, kompetencji, kontroli jakości i modelu biznesowego, który zakłada, że dystrybucja będzie mniej hojna, a odbiorca bardziej ostrożny.
Artykuł powstał na podstawie rozmowy z Pawłem Biedrzyckim w podcaście „Komunikacja, a po co to komu?” (odcinek: „Przyszłość mediów finansowych w erze AI i fake newsów”).
Pełnej rozmowy można posłuchać na Spotify lub na YouTubie.



