Po 13 latach obecności w Katowicach Intel Extreme Masters otworzył nowy rozdział w Krakowie. Zmiana lokalizacji to nie tylko kwestia infrastruktury, ale element długofalowej strategii rozwoju wydarzenia, które dziś konkuruje o uwagę fanów, marek i miast z największymi globalnymi eventami rozrywkowymi. O tym, gdzie powstaje realna wartość biznesowa IEM, jaką rolę odgrywa partnerstwo z miastem i dlaczego esport stał się pełnoprawną platformą komunikacyjną, rozmawiamy z Aleksandrem Szlachetko, dyrektorem zarządzającym ESL FACEIT Group Polska.
Po latach obecności w Katowicach Intel Extreme Masters przenosi się do Krakowa. Jakie argumenty były najważniejsze przy wyborze nowej lokalizacji i na ile była to decyzja strategiczna, a nie tylko logistyczna?
Katowice przez ostatnie 13 lat były idealnym domem dla Intel Extreme Masters. Bardzo dobrze wspominamy współpracę z Miastem, panem Prezydentem Marcinem Krupą i jego zespołem. Jednakże po udanych 13 latach nie mogliśmy dalej rozwijać tego wydarzenia w Katowickim Spodku i byliśmy zmuszeni w związku z tym poszukać dla niego nowego miejsca. Kraków był dla nas oczywistym wyborem. Z jednej strony miasto dysponuje znacznie większą i nowocześniejszą areną, z drugiej ma znacznie większą bazę hotelową oraz jest lepiej skomunikowane. To wszystko sprawia, że Kraków stał się miejscem, w którym Intel Extreme Masters rozpoczyna swój nowy, trzeci rozdział. To tutaj mamy nadzieję IEM będzie się dalej rozwijał przez kolejne lata, pozwalając jeszcze większej liczbie fanów na przeżywanie tych niesamowitych esportowych emocji.
Patrząc na IEM z dzisiejszej perspektywy, czy mówimy jeszcze o turnieju esportowym, czy już o pełnoprawnym produkcie eventowym konkurującym o uwagę marek i miast z innymi globalnymi wydarzeniami?
Dzisiaj IEM to bez wątpienia pełnoprawny produkt eventowy o zasięgu globalnym, który stał się wizytówką Polski na świecie. Choć rywalizacja pozostaje sercem projektu, to jako organizatorzy konkurujemy o uwagę odbiorców i marek z największymi wydarzeniami kulturalnymi czy sportowymi, oferując coś unikalnego – interakcję. W esporcie widz nie jest pasywnym odbiorcą; ma wpływ na to, co się dzieje, a technologia pozwala mu śledzić zmagania w dowolnym miejscu na świecie. To widowiskowość, ogromna pula nagród i intensywne współzawodnictwo sprawiają, że IEM jest dziś w ścisłej czołówce najważniejszych wydarzeń rozrywkowych na planecie.
IEM Cologne 2025 wygenerował ponad 38 mln euro wydatków uczestników. Jakie wskaźniki są dziś dla Was najważniejsze przy ocenie sukcesu IEM i które z nich faktycznie przesądzają o dalszych inwestycjach?
Oceniając sukces takich wydarzeń jak IEM, istotne są dla nas dwie perspektywy i dwa punkty widzenia. Z jednej strony istotna jest dla nas perspektywa fanów i ich zainteresowanie tym wydarzeniem, z drugiej perspektywa miasta gospodarza, takiego jak Kraków, które decyduje się wejść w partnerstwo z nami przy jego organizacji.
Biorąc pod uwagę perspektywę fanów, obserwujemy oglądalność naszych transmisji na platformach streamingowych i zasięgi generowane w social mediach czy mediach tradycyjnych, i tu kluczowe są dla nas takie wyniki jak rekordowa oglądalność finałów w zeszłorocznego IEM Katowice, gdzie w piku (jednocześnie) oglądało nas ponad 1.3 miliona osób.
Biorąc pod uwagę perspektywę miasta gospodarza, mierzymy takie parametry jak wartość ekonomiczną generowaną dla miasta, czy to bezpośrednio przez wydatki w mieście, nasze (organizatora) czy fanów, czy też te pośrednie osiągane przez promocję miasta w trakcie transmisji czy w kampaniach w mediach społecznościowych czy tradycyjnych. Osiąganie dobrych wyników w obu tych obszarach jest dla nas tym czynnikiem, który analizujemy, decydując o dalszym rozwoju tego wydarzenia.
W którym momencie miasto przestaje być tylko gospodarzem wydarzenia, a zaczyna pełnić rolę realnego partnera biznesowego IEM? Jakie elementy tej współpracy decydują o jej powodzeniu?
Partnerstwo biznesowe zaczyna się wtedy, gdy miasto dostrzega w IEM szansę na transformację swojego wizerunku i przyciągnięcie nowoczesnego biznesu oraz inwestorów. Miasto Katowice było świetnym partnerem na przestrzeni ostatnich 13 lat. Natomiast Miasto Kraków od samego początku dało się poznać jako bardzo dojrzały wspólnik, wspierający, żywotnie zainteresowany sukcesem IEM-a, ale także wygenerowaniem jak największej wartości z tego wydarzenia.
Poza wydarzeniem jako takim, dzięki inicjatywie miasta, wspólnie organizujemy przy IEM cenne inicjatywy dla mieszkańców Krakowa jak program stażowy dla studentów uczelni krakowskich, czy turniej „Krakowska Liga Szkół”, w której główną nagrodą jest pełne wyposażenie pracowni komputerowej, obejmujące nowoczesne zestawy komputerowe wraz z niezbędnymi akcesoriami.
Coraz więcej marek spoza świata gamingu pojawia się przy IEM. Co w praktyce najbardziej je przekonuje do esportu, a co nadal bywa dla nich największą barierą?
Marki spoza świata gamingu coraz częściej dostrzegają w wydarzeniach takich jak IEM Kraków 2026 nie tylko turniej esportowy, ale złożoną platformę komunikacyjną angażującą miliony odbiorców. To dziś jedno z najciekawszych miejsc do budowania emocjonalnego kontaktu z młodą, cyfrową widownią, która reaguje na autentyczność i interaktywność, a nie na klasyczne formaty reklamowe. Dla marek takich jak Intel to szansa, by stać się częścią społeczności, a nie tylko sponsorem z logotypem.
Ogromnym magnesem jest też sam kontekst wydarzenia – IEM ma prestiż, skalę i energię, której trudno szukać w innych formatach. Obecność gwiazd esportu, jak Jarosław „pashaBiceps” Jarząbkowski w tradycyjnych reklamach, pokazuje, że ten świat potrafi konwertować emocje sportowe na język nowoczesnego marketingu. Największym wyzwaniem pozostaje wciąż zrozumienie, że esport nie konkuruje z tradycyjnym sportem, ale rozwija się równolegle, tworząc własną kulturę, estetykę i sposoby budowania zaangażowania. To właśnie w tym tkwi jego największy potencjał.
Przy milionach widzów online i tysiącach fanów na miejscu, gdzie dziś powstaje większa wartość biznesowa dla marek i organizatora?
Wartość powstaje w synergii obu tych kanałów, choć pełnią one inne funkcje. Online to przede wszystkim potężna skala i zasięgi liczone w milionach interakcji, które pozycjonują markę na globalnej mapie. Jednak to na miejscu budowana jest autentyczna „magia” i energia IEM, której nie da się odtworzyć przed ekranem komputera. Dla marek obecność na żywo to szansa na bezpośredni kontakt z najbardziej oddanymi fanami, którzy przyjeżdżają na finały, by celebrować ikoniczne momenty, jak wniesienie trofeum czy przejście zawodników przez „Schody Mistrzów”. To właśnie te emocje na arenie budują prestiż i legendę turnieju, która potem przyciąga miliony przed ekrany.
Przy obecnej skali wydarzenia, co stanowi dziś największe wyzwanie przy organizacji globalnych eventów esportowych na taką skalę?
Przy obecnej skali takich wydarzeń jak IEM Kraków 2026, naszym największym wyzwaniem jest utrzymanie najwyższej jakości produkcji i emocji, które od lat definiują markę IEM. Każda edycja to dla nas nie tylko kolejny turniej, ale nowy rozdział w historii esportu – moment, w którym sami dla siebie podnosimy poprzeczkę. Chcemy, by fani, niezależnie od tego, czy oglądają transmisję z domu, czy z trybun w Krakowie, czuli ten sam dreszcz emocji i perfekcyjnie dopracowaną oprawę.
Kraków stanowi trzeci, ekscytujący etap w naszej historii – nową szansę, by przesunąć granice tego, jak można realizować globalne wydarzenie esportowe. Jako lider rynku nie tylko utrzymujemy najwyższe standardy, ale też je współtworzymy, łącząc innowację, doświadczenie i pasję, by z roku na rok dostarczać fanom coraz bardziej widowiskowe przeżycia.
Czy IEM Kraków 2026 należy traktować jako jednorazową zmianę lokalizacji, czy jako element długofalowej strategii rozwoju tego formatu?
IEM Kraków 2026 to otwarcie nowego, trzeciego rozdziału dla tego wydarzenia i zdecydowanie jest to dla nas projekt wieloletni. Mamy nadzieję wspólnie z Miastem Kraków stworzyć partnerstwo, które pozwoli nam na ciągły rozwój tego fantastycznego święta wszystkich fanów esportu. Wierzymy, że co roku oczy wszystkich fanów będą kierowały się ku krakowskiej arenie, w której wspólnymi siłami będzie nam się udawało realizować coraz to lepsze i ciekawsze widowisko esportowe.
Czy widzicie dziś naturalną granicę dalszego skalowania IEM, czy ten format wciąż ma przestrzeń do wzrostu?
Dopóki globalna publiczność esportowa będzie rosła i dopóki ludzie będą kochali rywalizację, nie widzimy jakichś przeszkód przed dalszym wzrostem esportu i samego wydarzenia, jakim jest Intel Extreme Masters. Myślę, że nowe technologie będą dla nas z jednej strony kolejnym wyzwaniem, ale też narzędziem, które umożliwi nam dostarczanie jeszcze lepszej rozrywki naszym fanom. Esport udowodnił, że rozwijał się oddolnie przez ostatnie dwie dekady i myślę, że teraz wraz ze wzrostem zainteresowania nim od strony międzynarodowych instytucji, jego dalszy rozwój jest jeszcze bardziej możliwy i prawdopodobny.



